chillout-experience blog

Twój nowy blog

chciałabym mojemu psu kupić do towarzystwa kota

gaja ma generalnie świra na punkcie kocich znajomych
zastanawiam się nad kotem syberyjskim – ze względu na wyjątkowy charakter tej rasy
muszę to sobie dokładnie przemyśleć.
na twarzy mam wszystkie kolory tęczy
króluje niepodzielnie żółć, zieleń i brąz
kolory ziemi ;)
czuję się baaaardzo dobrze
jutro mają wyciągnąć mi setony
od soboty jestem w domu – s. poszedł spać na podłogę, z obawy, że przez sen zniszczy mi świeżo złożony nos (prawym łokciowym ;))
nie myślę w ogóle o pracy
chyba byłam już dość poważnie przemęczona – ponad rok bez jakiegokolwiek urlopu
na ten prawdziwy urlop, a nie L4, przyjdzie czas w listopadzie
miał być wspólny wypad do stanów, jednakże ze względu na konieczność jak najszybszego założenia aparatu na moje zęby (i 5000 poszło…) poleci zapewne tylko s.
bardzo mi się podobało kiedy w szpitalu wszyscy dawali mi niespełna 20 lat
jedna pani baaaardzo długo mówiła do mnie na ty
do czasu kiedy zaczął przyjeżdżać do mnie s., a ja zaczęłam przedstawiać go jako narzeczonego
wtedy padło sakramentalne pytanie to ile ja mam w końcu lat?

w dniu operacji kiedy siedziałam bez makijażu, z włosami splątanymi w warkocz
wpadł anestezjolog i spytał o datę urodzenia, bo chyba jest błąd – powinna być 9 zamiast 8

podniosło mnie to strasznie na duchu
bo generalnie czuję się już mega staro
nie duchowo, ale metrykalnie
przeraża mnie fakt upływającego czasu
i nie, nie umiem przyjąć tego z godnością
przynajmniej wiem, że inni jeszcze przez chwilę 
nie odgadną daty urodzenia z mojej twarzy
:)

żyję!

1 komentarz

żyję i czuję się bardzo dobrze

zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt w jak wielu miejscach mój nos był połamany
wyglądam podobno też wyjątkowo dobrze
żanych opuchlizn czy obrzęków (oprócz nosa, oczywiście)
a zasinienia są minimalne
nie chciałam się jednak obudzić ani oddychać samodzielnie (najpierw nie mogli mnie uśpić ;))
i troszkę napędziłam im strachu ;)
leniwa ze mnie bestia – wyznaję zasadę, że jak spać, to spać
a jak już podjęli się oddychania za mnie, to niech się z tego nie wycofują :D
przede wszystkim to myślałam, że to będzie boleć
a nie boli NIC
obudziłam się otwierając nagle oczy
i czekałam na jakiś rozpierający nos i głowę ból
NIC
nie wierzyłam doktorowi, który opowiadał mi bajeczki jak ja robię, to nic nie boli
cóż, muszę mu przyznać rację – czuję się rewelacyjnie
teraz będę musiała sobie opracować kilka czynności domowych na nowo
ale spokojnie – na wszystko potrzeba czasu :)
jestem zadowolona i szczęśliwa – teraz pozostaje mi tylko czekać na wynik operacji (była robiona zarówno ze względów zdrowotnych jak i estetycznych – w państwowym szpitalu i nie musiałam do niej dokładać ani złotówki)
obym wreszcie się nie musiała wstydzić własnego nosa
:)

chciałabym złagodnieć – pomyślałam przedwczoraj

dość mam swoich nerwów i nazywania mnie żelazną damą przez współpracowników  
w pracy, oczywiście, pełen profesjonalizm
aczkolwiek
zdarza się, nie ukrywam, że gdzieś tam sama sobie w myślach puszczę
niecenzuralną wiązankę na ulżenie

szpital – to już pojutrze
zobojętniałam, przestałam się zarzucać myślami co będzie gdy…
bo nikt tego nie wie
czyjeś tragedie dotykają mnie szczególnie mocno
ktoś jest, a potem go nie ma
ten kto zostaje – traci cały świat
nie mam dzieci 
więc nie potrafię sobie wyobrazić ogromu tragedii
jednakże pochylam głowę w pokorze
by zaraz potem unieść wściekłe oczy do nieba z pytaniem dlaczego?!!!
jakiż w tym głębszy sens?
trzymajcie kciuki
 

taram tadam

2 komentarzy

czuję się jakbym lekko zgnuśniała,

uwsteczniła się (do tyłu oczywiście – wszak nic tak nie oddaje dramatyzmu sytuacji jak masło maślane)
kultura jakaś taka obca mi się zrobiła
a jeśli już coś przeczytam to jest to najnowszy coben (w oryginale – wszak płynność mojego języka bardzo szybko się, ekhm, upłynnia…), tudzież jakieś opasłe tomiszcze o tematyce żydowskiej
zbieram po znajomych książki do szpitala
generalnie nie wiem czego się spodziewać po tej operacji (fora lepiej zostawić tym, którzy chcą szybko opuścić ten ziemski padół na zawał serca albo chociaż umilić sobie wieczór migotaniem przedsionków), ale wyobrażam sobie, że oprócz spuchniętego nosa
będę miała również szparki zamiat oczu
w związku z powyższym szukam lektur na tyle nieskomplikowanych (np. mój kolega – hardcore – wziął się po operacji za ulisesa!!!), że nawet te szparki wystarczą co by co nieco do mej świadomości się przedostało
przeszkodą, a jakże, może być również ból czerepu mego (chciało by się dodać do rymu – rubasznego), ale receptę na ketonal 100mg mam już w torebce i muszę się tylko pofatygować do apteki, by tam z minką niewiniątka (‚wcale nie jestem zakamuflowanym ćpunem korporacyjnym!!!’) ją zrealizować
bez ketonalu to w polskim szpitalu ni hu hu 

potrzebuję odpoczynku. 
nie wiem jak wytrzymam w domu przez 4 tygodnie
póki co jawi mi się to co najmniej niczym urlop i drinki z palemką (jak ja wytrzymam 3 miesiące bez alkoholu?!!!!!!!!)
i niech tak zostanie.

żyję

wbrew pozorom mam się dobrze ;)
dzień ucieka za dniem, 
miesiąc za miesiącem
żadne odkrycie niby
pracuję ciężko
odhaczam kolejne czynności z kartek kalendarza
w sierpniu będę mieć operowany nos
mój nos – największy kompleks mnie całej
żaden tam wzrost, waga, pyzata buzia
NOS
po tak długiej nieobecności tutaj nie wiem czy powrócę
nie wiem czy jest o czym pisać?…
być może i owszem, a może gdzieś się to we mnie wypaliło
zobaczymy

the view

3 komentarzy

jest taka piosenka morcheeby,
o której myślę, że byłaby idealna
na początek czegoś nowego
czegoś wielkiego
enjoy the ride

natomiast ja
tu i teraz – mam nieodparte wrażenie
czające się tuż pod skórą,
że utknęłam
zakopałam się, po uszy i nie chce mi się głowy wystawiać

w jakimś sensie straciłam serce do tego bloga
choć nie chcę go pozostawić na pastwę mojego lenistwa
to jednak nie myślę o nim zbyt często

troszkę z nami tak jak z tym związkiem z rozsądku – jak zostawić za sobą tyle wspólnych lat?

dam sobie jeszcze trochę czasu
nie poddam się tak po prostu

co u mnie?
u mnie praca, studia (wreszcie!) na wylocie,
praca, codzienność, praca, zmęczenie, praca,
smutki, radości, duże zwycięstwa i małe porażki

po drodze minęło 8 lat naszego związku
za chwilę znów zostanę sama – tym razem na bardzo długo,
ale, proszę, nie każcie mi o tym myśleć,
nie teraz, bo gula staje mi w gardle, a słowa grzęzną niewypowiedziane

podsumowując ostatnie dwa miesiące mogę napisać
- jest dobrze
duże zmiany przed nami
ale głowę mam podniesioną
.

znów gorrrąco
pragnę drinka
kij z tym, że to środek tygodnia
zatem biegnę do kuchni
lód, żurawinówka, sprite

słodkie, ale może być
gdyby nie było żurawinówki, to i sam sprite by od biedy wystarczył ;)

w pracy młyn
8 godzin mija mi w takim tempie, że kiedy wybija 17
jestem w ciężkim szoku, że to już

wszystko jest nowe, nieznane
uczenie się krok po kroku procedur,
zasad postępowania, systemów operacyjnych

sama się sobie nie dziwię,
że kiedy przychodzę do domu jestem ledwo żywa

początki nigdy nie są łatwe
muszę dać sobie przyzwolenie na brak perfekcyjności
i popełnianie błędów
- inaczej oszaleję, a stres zje mnie od środka

a jutro budzik znów zadzwoni o 6.50
czekam na weekend

nie narzekam, skądże,
gdzież bym śmiała w ogóle nosem kręcić
ale.
jeśli tak ma teraz wyglądać moje życie
to ja się mocno zastanawiam gdzie w nim miejsce na mnie samą

sobota.
wstajemy o 7, chcę jeszcze powtórzyć materiał przed egzaminem
na dźwięk budzika doznaję autentycznego szału
takiej dzikiej wściekłości z jakimś żalem
nie wiem co się ze mną dzieje, chce mi się wyć i spać
ale zwlekam się, robię kawę
zapowiada się upalny dzień
egzamin się nie odbywa
wracam zła, zlana potem, włosy kleją mi się do szyi
a jest dopiero 11.

po drodze zakupy 
ugotujemy zapasy na cały tydzień
gotowanie kończymy o 9 w nocy
po drodze był jakiś spacer i 10 pryszniców
reszty nie pamiętam

niedziela.
najpierw sprzątanie, bo w sobotę, mea culpa,
nie zdążyłam
zatem sprzątanie, 2 godziny prasowania, obiad, 3 godziny prasowania
i jeszcze jakieś 2 godziny zostało, ale choćbym bardzo chciała – nie mam siły

nasze mieszkanie działa na zasadzie piekarnika z termoobiegiem
ostatnie piętro plus okna w ekspozycji południowej
resztę sobie dopowiedzcie

muszę się nauczyć na jutro tego wszystko,
co próbowali mi wtłoczyć do głowy przez ostatni tydzień
a jest tego trochę

dostałam kartę multisport
korzytając z okazji, że za darmo, chyba pójdę się utopić ;)
innego pomysłu na siebie nie mam

takie temperatury działają na mnie odmóżdżająco
więc może już skończę
.

milion myśli po tygodniu pracy
ale przede wszystkim, na początek – dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków
choć, póki co – jestem na razie na szkoleniu
i tak przez kolejne dwa tygodnie

skończyłam (no prawie… ;)) studia quasi ekonomiczne
zatem moja wiedza to zaledwie ułamek tego, co muszę wiedzieć
czuję się jak alicja po drugiej stronie lustra
gdzie niby wszystko podobne
ale mówią do mnie tylko po angielsku
w terminologii, o której mam nikłe pojęcie
a bywa, że wcale

czasami zastanawiam się czy nie powinnam zostać informatykiem ;)
bo to co najszybciej wchodzi mi do głowy,
to system operacyjny z piekła rodem,
system z milionem czterocyfrowych kodów
który jest tak ogromny
że odstaję zawrotu głowy
na samą myśl
że za jakiś miesiąc
będę odpowiedzialna za, powiedzmy, 20 milionów dolarów
razy 3 lub więcej

ale z drugiej strony mam w sobie zapał
i jakąś radość, że nareszcie coś robię
że nie jestem bezproduktywna

dużo zmęczenia i bolącej głowy przez ten tydzień
zapewne kwestia przestawienia, bo najlepszy pod względem samopoczucia
był, zdecydowanie, dzisiejszy piątek

póki co nie mam czego oceniać
na to jeszcze przyjdzie czas

a jutro mam egzamin
proszę o trzymanie kciuków ;)

lifted

3 komentarzy

chciałam coś napisać na temat mojej pracy
tzn., że mam póki co obłęd oczach, kiedy widzę pewne angielskie słowo
i zaraz dopowiadam sobie to pierwsze z dwuczłonowej nazwy
no ale.
wiadomo – świat jest mały, co udowodniłam kilka notek poniżej
więc o pracy cicho sza

ale napisać mogę,
że umowa podpisana
badania zrobione
w poniedziałek czas zacząć

ostatnie dni wolności
w związku z tym
zrobiłam sernik na zimno i latam po domu w samych figach (to drugie nie tyle ze względu na manifestację swojego nie wobec zniewolenia w spodenkach ;) ile dzięki aurze na zewnątrz)
nikt mi dogodzić nie może – bo ani zimna, ani upałów nie lubię i kiepsko znoszę
więc.

wchodzę pod prysznic
zmoczone włosy pachną słońcem i tą charakterstyczną mieszanką letnich zapachów
ja się nawakacjowałam przez ostatnie pół roku tak, że ohohohoho
więc teraz do pracy, rodacy

innych ciekawości brak
.


  • RSS